Saturday, 6 February 2010

:(

Jestem z powrotem, z urlopu i z wyjazdu do pracy na kilka dni...

Powrot nie za mily, bo po drodze ukradziono mi walizke. Nie w samolocie (moj bagaz byl gubiony tyle razy, ze jesli absolutnie nie musze, nie nadaje nigdy walizki), niestety, bo wtedy bylaby jakas szansa na odnalezienie, a tak szanse sa prawie rowne zeru...

Czuje sie wiec tak sobie i w glowie przewija mi sie pytanie, po co komu byla moja walizka, torba z dokumentami i pieniedzmi to rozumiem;/, ale walizka? Chyba ze naprawde temu komus przypadna do gustu moj ulubiony fioletowy sweter, najwygodniejsze dzinsy i kozaki, w poszukiwaniu ktorych niezle sie nachodzilam...
Hmm, watpliwe...

No coz, wiem ze niedlugo mi przejdzie, wszystko to rzeczy, a te mozna zastapic innymi, ale nie zmienia to faktu ze teraz czuje sie raczej niefajnie...

***

I'm back. From my holidays and from work...

And actually, I am surprised and shocked as my suitcase was stolen on the way. Not on the plane, no (my luggage was lost a few times already, so as a rule I never check it in, unless I absolutely have to)... As it happened during business trip, I am insured etc., but cannot help feeling so uneasy. The question that keeps repeating itself in my head is why would anyone need my suitcase? There was nothing valuable inside, unless somebody likes my favourite mauve sweater, the most comfortable jeans and winter boots which I found after a long search.
Hmmm...

Well, I know I will get over it soon, after all these are all just things, and things are always replaceable, but... I am just not feeling so good at the moment...

Wednesday, 27 January 2010

At my Grandpa's...


Odwiedzilam dzis mojego Dziadka...
Wspolny czas szybko minal, jak zwykle za szybko, jak zwykle chcialabym, zeby bylo go wiecej...
Dziadek wyciaga zawsze cos dobrego do jedzenia (ostatnio wlasnej roboty pyszny placek za sliwkami:), pijemy herbate ze szklanek w metalowych oslonkach (czy ktos jeszcze tak pija herbate?:). I rozmawiamy o wszystkim i o niczym. O Babci, ktora odeszla juz prawie 3 lata temu, a w naszych sercach jest wciaz tak bardzo obecna, o wspomnieniach Dziadka z czasow wojny (niektore historie slyszalam wiele razy, ale wcale nie przeszkadza mi to slyszec je po raz kolejny:), o tym co sie dzieje na swiecie, o operetkach i teatrze, o tym, ze zimno i kiedy w koncu nadejdzie wiosna;)...
Dla mnie sa to bardzo specjalne chwile.

W mieszkaniu moich Dziadkow zawsze jest tak cudnie i cieplo, troche jak na tych zdjeciach, choc oczywiscie nie oddaja one wszystkich moich odczuc zwiazanych z tym miejscem - ale troche jednak tak...


Today I visited my Grandpa...
There is never enough time when we meet, I wish the time would stretch a little...
My Grandpa always prepares something nice to eat (recently it is a home baked delicious plum cake:), we drink tea from glasses (does anyone still drink tea like this way?:). And we talk, about nothing and everything. About Grandma, who passed away almost three years ago, but is still very present in our hearts, I listen to my Grandpa's memories from the II World War (and it doesn't bother me that some stories I have heard so many times:), we talk about whatever is happening in the world at the moment, about opera and theater, about how cold it is outside, and when will the spring finally come;)...
They are very special moments for me.

At my Grandpa's place it is always so warm and lovely, a bit of that warmth I tried to convey to these pictures...

Tuesday, 26 January 2010

Yey!

Jedna z najwazniejszych osob w moim zyciu, przyjaciolka Tania, zdecydowala sie zalozyc bloga (a dzis pojawil sie na nim pierwszy post, to wazne wydarzenie musze uwiecznic wiec u siebie)! Oto on.
Wiem juz teraz, ze blog ten bedzie wyjatkowy, tak jak jego autorka:), wiec serdecznie zachecam do zajrzenia...

***

One of the most important people in my life, my friend Tania, decided to create her own blog! I am probably more excited than she is;), but I know already that her blog is going to be amazing - just as she is:).
Do have a look, here...

Sunday, 24 January 2010

White and sunny:)



Tak wlasnie bylo dzisiaj.

Yes, that is today.

Saturday, 23 January 2010

W Warszawie...



Ten tydzien spedzam w Warszawie. Jest bardzo, bardzo zimno, a jednoczesnie jakos tak swojsko i milo:), odwiedzam wiele znajomych miejsc... Ale chwilami czuje sie tez troche dziwnie. Choc to w tym wlasnie miescie urodzilam sie i potem spedzilam tu wiele lat, az po studenckie, teraz przyjezdzam tylko w ramach rzadkich odwiedzin... Czasami czuje sie wiec prawie jak turystka;) (a juz szczegolnie gdy robie tu zdjecia...).

***

This week I am in Warsaw. Very, very cold (minus 13 today!), but this town is so familiar to me, and it is just nice to visit from time to time:). Also, I always get a bit strange feeling, I was born here and spent most of my years from childhood until student, and now I am just a visitor, maybe even a tourist (this is exactly how I felt taking these photos...).