Friday, 6 February 2009

Projekt - krzeselko

Krzeslo to upolowalam pare miesiecy temu na e-bayu (za cale 5 funtow;). Pasowalo mi ono - rozmiarem i ksztaltem, niestety nie kolorem - idealnie do sypialni. Fakt faktem, ze nie bylo w najlepszym stanie, ale powiedzmy, ze lubie tego typu wyzwania:). Lubie tez bardzo przedmioty z dusza:).



W kazdym razie najpierw krzeselko wyladowalo w komorce w ogrodku, jako ze zauwazylam pare dziurek po kornikach. Przerazona wizja robalkow zzerajacych mi wszystko co drewniane w domu wyeksmitowalam je na zewnatrz i w wolnej chwili zabralam sie za odkornikowywanie.

Potem przyszedl czas na malowanie i tapicerowanie siedziska:


Polecam przy okazji filmik instruktazowy na na youtube, jesli ktos, tak jak ja, zabiera sie za taki projekt pierwszy raz...

A oto efekt koncowy, z ktorego, hmm, jestem w sumie calkiem zadowolona.


12 comments:

magoda said...

O mamusiu jakie cudo!!!!!

An-na said...

O kurczę! Ja nie umiem nic poza gotowaniem.Podziwiam szczerze.
Pozdrawiam serdecznie :)
An-na

olla said...

Piękne krzesło! U nas takich się nie spotyka. Podoba mi się w obu werskach, i "przed" i "po", ale oczywiście wszystko zależy od kontekstu, wnętrza w którym będzie krzesełko mieszkać. Tapicerska część roboty chyba najtrudniejsza?

artdeco said...

masz z czego byc zadowolona, swietna praca i tapicerka bardzo ladna :)

joanna said...

Krzesło - miodzio :))
A okazja z jego kuponem była niebywała...
Zdolniacha z Ciebie ;)

Elisse said...

Ale cudooo!!! Ślicznie przywróciłaś je do życia.Chyba wypiszę się z tego "klubu blogowania", bo albo doprowadzę się do ruiny finansowej, albo zazdrość mnie w końcu zeżre:(
A okazja wspaniała.
Pozdrawiam Cię serdecznie

Lena said...

Dzieki dziewczyny za odwiedziny i mile slowa:).

Olla, powiem ci w tajemnicy;) ze reka mi leciutko zadrzala przy pierwszej warstwie bialej farby (oryginalne wcielenie krzeselka tez mi sie podobalo), ale teraz jestem zadowolona z efektu:).

Tapicerka chyba faktycznie byla dla mnie najwiekszym wyzwaniem, chociaz wbijanie 50 pinezek tez bylo calkiem fajne, mozna sie troche wyzyc;).

An-na, a ja z kolei z gotowaniem nie bardzo:(, chetnie odwiedze twoj blog.

Elisse, ani mi sie waz takie rzeczy opowiadac! Okazje na pewno wszedzie sie pojawiaja, a zreszta twoj domek ma tyle uroku, ze nic mu wiecej nie trzeba:) (przy okazji ci powiem, ze zawsze czekam na wiecej zdjec:).

Pozdrawiam was cieplo w ten zimowy wieczor.
Udanego tygodnia:).

Iwjardim said...

Dużo pracy , a jaki efekt ! Super

Kamilcia said...

świetne !! dobra robota :)

Ita said...

Odwaliłaś kawał dobrej roboty ,gratuluję bo efekt jest świetny .W wersji poprzedniej był "dostojny " ,po przemalowaniu nabrał lekkości.
Pozdrawiam.

Lena said...

Dzieki:).
Krzeselko stoi juz w sypialni:), bardzo jest przydatne.

Asia said...

Ależ cudowny kształt ma to krzesło! Pięknie wygląda po Twojej metamorfozie, choc mnie podobnie jak Olli, podobaja sie obie wersje. Udało Ci sie polowanie!!:)